Prostowanie rzeczy prostych

Dziękuję serdecznie za to ogromne zainteresowanie ostatnim wpisem. Nie spodziewałam się aż takiej reakcji. Dziękuję za wszystkie komentarze i uwagi (zarówno te pozytywne jak i negatywne), wiele mi dały 🙂

Kontynuując więc temat wkurzania grafików – kilka rzeczy chciałabym dodatkowo wyjaśnić, rozwinąć, czy też sprostować – chociaż sama nie wiem czy uda mi się prościej opowiedzieć o tym, co starałam się napisać niesamowicie prosto.

Fachowe słownictwo

Ten temat wywołał zdecydowanie najwięcej kontrowersji. Przyznaję się do błędu – nie napisałam wystarczająco jasno o co tak naprawdę chodzi. Chciałam, aby jak najkrócej streścić sens i przesadziłam. No więc o co chodzi?

Nie ważne w jakiej branży pracujesz czy z jaką grupą społeczną się identyfikujesz, jest coś co łączy wszystkich z danego kręgu relacji – słownictwo. Wyobraźmy sobie sytuację: pierwszy raz w życiu idziesz na siłownię, trafiasz na grupę chłopaków trenujących zawodowo kulturystykę i ich trenerów. Siadasz obok i robisz swoje, ale słyszysz o czym rozmawiają i co drugiego słowa zupełnie nie rozumiesz. Chcąc jednak przypodobać się towarzystwu próbujesz wbić się w rozmowę używając części z tych słów i jest fajnie do momentu, aż ktoś (lub wszyscy!) cię wyśmieje. Jeśli masz szczęście to któryś z nich wytłumaczy Tobie co właśnie powiedziałeś. Głupio się teraz czujesz i powtarzasz sobie „Już nigdy więcej tak nie zrobię!” i po jakimś czasie znów popełniasz ten sam błąd tylko w innym towarzystwie.

Krótka rada: Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał użyć słów, których nie rozumiesz – nie rób tego. Nie ważne czy chcesz się przypodobać, błysnąć intelektem czy cokolwiek. Gwarantuję Ci, że w 80% przypadków użyjesz danego słowa w złym znaczeniu. Najpierw się dowiedz, potem używaj!

A jak to się ma do grafików? Graficy, jak każda inna grupa społeczna, mają swój własny zasób słownictwa. Mój brat czasem się śmieje, że ciężko mnie zrozumieć, kiedy tłumaczę coś o danym projekcie. To prawda, dlatego pracuję nad tym, aby to moje fachowe słownictwo ograniczyć do minimum, a przynajmniej w kontaktach z klientem. „Między nami grafikami” rozmawiam swobodnie – dla kogoś z zewnątrz musi to brzmieć jak język z innej galaktyki, kiedy mówimy coś o justowaniu, glifach, ligaturach, kerningu czy innych kosmicznych zagadnieniach.

Wracając do naszych klientów – uwielbiam ich! Tak! Uwielbiam was! A te przeurocze pomyłki w słownictwie, które kiedyś przyprawiały mnie o zawroty głowy, teraz mnie tylko rozweselają. Nie przesadzajcie tylko, bo muszę przecież skumać o co chodzi 🙂

O wkurzaniu dalej…

W komentarzach do poprzedniego wpisu dostałam bardzo ciekawego linka. Czytając ten tekst sama się zdziwiłam w ile „wkurzających” tematów trafiłam pisząc swoją wypowiedź na tym blogu, nie znając tego artykułu! Kolejną rzeczą, która mnie zniszczyła (niczym kac morderca), był fakt, że ów tekst ma ponad 3 lata! I dalej jest aktualny…

To strasznie przykra rzecz, zdać sobie sprawę, że przez 3 lata praktycznie nic się nie zmieniło. Stoimy w miejscu. Chociaż wciąż przybywa nam świetnych grafików o najróżniejszych specjalizacjach, to klientela zostaje ta sama. No, przynajmniej jej mentalność.

Można powiedzieć, że 3 lata to nic. Dla mnie jest to jednak bardzo dużo. Przez ostatnie 3 lata życie zafundowało mi całą masę doświadczeń, zarówno sukcesów jak i porażek (niektórych bardzo dotkliwych). Czuję jednak, że przez ten czas udało mi się wjechać na właściwy tor. To kim chcę być i co robić w życiu nabiera wyrazistości, a obraz mojej przyszłości staje się coraz bardziej jasny i klarowny. A jeśli bycie grafikiem mi się nie uda, mam plan awaryjny.

Mam nadzieję, że kiedyś nauczymy się w Polsce szacunku do siebie nawzajem. Klienci będą szanować pracę grafików, oraz graficy będą szanować klientów za to, że wybrali właśnie ich do realizacji projektów. Będzie to trudne i czasochłonne, ale da się to zrobić. Marzy mi się, by kiedyś było pod tym względem u nas jak np. w Japonii, gdzie po wielkim tsunami ludzie zamiast wariować i kraść od siebie wszystko co popadnie (tak pewnie byłoby w Polsce po takim kataklizmie), wzięli się do roboty i odbudowali wszystko co zostało zniszczone wspólnymi siłami. Nawet w kolejkach po wodę pitną ludzie stali spokojnie, zamiast kłócić się o to, komu się co należy bardziej. Niby nasz katolicyzm uczy tego samego, a coś tu jednak nie działa… Oj głuptasy z nas, głuptasy…

Na koniec dorzucam wam filmik (którego na pewno część z was zna) obrazujący bardzo dokładnie jak działa produkcja reklamy, kiedy nie wiadomo o co chodzi 🙂

Pozdrawiam i zapraszam do komentowania!

Meta

  • Porównanie z Japonią może nie do końca trafione, tam ludzie po ostatnim trzęsieniu ziemi wciąż żyją wszyscy razem w salach gimnastycznych i nie maja do czego wracac, państwo się nie przejmuje zarówno nimi jak i tym, że elektrownia wciąż ma bardzo silne promieniowanie, na którego terenie można swobodnie się poruszac/mieszkac/pracowac. 🙂

    • Może faktycznie nie przemyślałam tego dokładnie. Sytuacja wokół regionu elektrowni faktycznie nie jest najlepsza. Ale trzeba przyznać, że odbudowa najważniejszych dróg trwała bardzo szybko (gdzie u nas na obiecane autostrady wciąż czekamy…).

      Chodziło mi przede wszystkim o zwrócenie uwagi na ich mentalność. Od dziecka wpajany jest im szacunek – zarówno do otaczającego ich środowiska naturalnego jak i wzajemnej pracy. Niezależnie od religii – każdy szanuje każdego. To jest piękne!

  • Anonimowy

    Nie używaj określenia "grupa społeczna", bo to fachowe określenie z dziedzin nauk społecznych. I nic mnie nie obchodzi to, że się tak mówi na co dzień i to niby weszło do języka potocznego – tak samo jak "czcionka".

    • Ok, nie będę używać, szukałam odpowiedniego zamiennika, żeby nie było powtórzeń. Teraz już wiem, że tak nie powinno się tego stosować 🙂