Jak wkurzyć grafika – poradnik w 15 krokach

Na pewno każdy grafik spotkał się kiedyś z sytuacją, w której nerwy wysiadają. Zebrałam te kilka najczęstszych w poniższym zestawieniu. Dlaczego? No cóż. Te podstawowe błędy w relacji klient-grafik powstają w wyniku wzajemnego niezrozumienia. Nieświadomość ludzi o tym, co robi grafik, jest rzeczą całkowicie normalną. Można przełożyć to na każdą inną profesję. Ot np. taki dentysta. Każdy wie, że dentysta leczy zęby – ale jak to robi, jak się nazywają narzędzia, których używa, ile czasu to trwa i ile szkoleń trzeba było przejść, żeby można było to zrobić – to jest ta część, której nie wiemy. W przypadku grafika sytuacja ma się bardzo podobnie. Grafik robi projekty – ale jak to robi, jak się nazywają narzędzia, których używa, ile czasu to trwa i ile trzeba było się uczyć i szkolić, żeby można było to zrobić – z tego nikt nie zdaje sobie sprawy. Na początek więc drobna rada: Tak samo jak ufasz dentyście – tak samo zaufaj grafikowi – on naprawdę wie, co robi!

Przejdźmy do poradnika:

1. Projekt na wczoraj

– A na kiedy to pan potrzebuje?
– Jak najszybciej, bo powinno być na wczoraj.

Nie ma naprawdę nic gorszego dla grafika niż zlecenie typu: „na wczoraj”. Jest dla mnie rzeczą niepojętą, jak ktoś kto dobrze wie, co i na kiedy potrzebuje, zgłasza się w panice po terminie i prosi o jak najszybszą pomoc. Co gorsze – zdarza się nawet, że wybrzydza!

Jest pewna sprawa, którą należy zrozumieć. Zrobienie dobrego projektu to zadanie, które wymaga nieco czasu. Wracając do porównania z dentystą – lekarz nie tknie twojego zniszczonego zęba, póki nie upewni się jak sprawa wygląda – obejrzy go dokładnie, oczyści, w razie potrzeby zrobi prześwietlenie. Jednak w przypadku, gdy już ząb boleśnie dokucza, zrobi coś na szybko i zapisze na następne spotkanie, aby go zrobić porządnie. Oczywiście grafik może zrobić projekt „na wczoraj”. Będzie to jednak wymagało od niego wiele poświęcenia – być może przełoży pozostałe zlecenia na później, odmówi komuś, może zarwie kilka nocy. Projektowanie wymaga bardzo wzmożonej pracy umysłowej – to nie jest tak, że się po prostu klika myszką (no on cośtam dłubie tylko w tym zębie…). Projekt trzeba przemyśleć, bo każdy błąd może później się odbić na końcowym efekcie.

Rada: Nigdy, przenigdy nie dopuszczaj do sytuacji, w której grafik będzie miał bardzo mało czasu na wykonanie projektu. Ale jeśli już się taka zdarzy, to nie marudź, że za drogo – trzy tygodnie pracy skondensowane do 2 dni będzie tyle kosztować.

2. Śpieszy mi się, ale nie mam czasu gadać

Krótko i na temat: Jeśli zamawiasz projekt z bardzo krótkim terminem realizacji i raptem przestajesz odpowiadać na maile czy telefony, to wiedz, że grafik właśnie w tej chwili z nerwów pije ósmą kawę czy wypala dziesiątego papierosa pod rząd(*w zależności co go uspokaja). To normalne, że grafik będzie zadawał pytania do projektu, aby dowiedzieć się dokładniej czego klient oczekuje. W szczególności, jeśli otrzymawszy zamówienie nie uzyskał wszystkich potrzebnych danych.

Rada: Odbieraj telefony i maile! To naprawdę nic strasznego.

Kolejna rada: Brief to podstawa. Briefem nazywamy opis zadania powierzonego grafikowi, czyli wszystkie wytyczne, których ma się trzymać. W dobrym briefie powinny się znaleźć takie informacje jak termin oddania projektu, wymagania co do formatu/zawartości/preferowanych kolorów/itp. oraz opis oczekiwań (np. oczekuję projektu nowoczesnego, prostego i bardzo eleganckiego). Grafik sam go sobie napisze na podstawie rozmów z klientem, aby mieć wszystko pod ręką. Miło jest jednak dostać „gotowca”
: )

3. To zdjęcie jest przecież dobre!

Nie. To zdjęcie nie jest dobre. Dobre zdjęcie to zdjęcie w wysokiej rozdzielczości, ostre i bez znaku wodnego. Zdjęcia z telefonu nie nadają się do druku. Nie nadają się też zdjęcia małe, nieostre – czy co gorsza – sztucznie powiększone w Paint’cie. Pikseloza to zgroza! Znak wodny na środku też odpada. Zdjęcie trzeba kupić, a nie ukraść.

Rada: Przygotowując materiały dla grafika zadbaj o to, aby były jak najlepsze. To co na ekranie monitora wydaje się duże, w druku wyjdzie 2-3 razy mniejsze. Możesz też poprosić grafika o wykupienie zdjęć, które będą potrzebne do projektu – tylko w takim wypadku cena wzrośnie o ich wartość.

4. Zaliczka? A to podziękuję.

Ten problem jest mi szczególnie bliski. Mam wrażenie, że w ten sposób tracę za dużo zleceń. Jest to sytuacja, w której już absolutnie wszystko zostało omówione – co to ma być za projekt, na kiedy oraz jego cena. Wszystko pasuje! W tym momencie wypowiadam magiczne zdanie: „Zanim rozpocznę pracę nad Pana projektem, poproszę o wysłanie zaliczki na moje konto.” i cały czar idealnego zlecenia pryska. Cisza jak makiem zasiał, zero kontaktu, klient uciekł. Dlaczego? Nie wiem.

Rada: Nie bój się zaliczki. Jest to część kwoty za cały projekt. Wpłacając tą drobna sumę pieniędzy potwierdzisz, że jesteś zainteresowany dobrym wykonaniem projektu. Grafik natomiast będzie miał pewność, że jesteś zdecydowany i nie zrezygnujesz w ostatniej chwili, bo znajdziesz tańszą opcję. Grafik będzie też pracował rzetelniej i chętniej! Klient, który ufa od samego początku, to najlepszy klient.

5. Znam takiego co mi to zrobi za 50zł.

Nie znam grafika, który na tego typu stwierdzenie nie zzielenieje ze złości. Bardziej nerwowi od razu krzykną „to niech Pan tam idzie!”, ci mniej podejmą próby wyjaśnienia dlaczego za taką cenę nic dobrego nie będzie – dodam, że próby skutkujące zwykle stratą zlecenia. Wiadomo, zawsze zdarzy się lepsza lub gorsza oferta cenowa. Wybór należy do Ciebie, drogi kliencie. Przypomnę jednak kilka sytuacji:
Ile to razy zdarzyło się, że kupujesz coś prawie za bezcen, i po jakimś czasie okazuje się, że to coś nie nadaje się do niczego? Kup najtańszy odkurzacz, a okaże się, że ledwo sprząta. Kup najtańszą kiełbasę, a okaże się, że prawie nie ma w niej mięsa. Kup najtańszy mebel, a rozwali się po miesiącu. Wymieniać dalej? Kwota którą podaje grafik nie jest wygórowana – to przeciętna cena. Lepszy, bardziej znany i doświadczony grafik poda wyższą, gorszy niższą. Zaufaj grafikowi tak jak ufasz dobrym markom – grafik za 50zł to jak „chińszczyna”wśród produktów, które kupujesz.

Rada: Ceny da się negocjować. Nie szalej jednak za bardzo. Logo za 300zł czy katalog za 200zł – na takie ceny nikt się nie zgodzi.

6. Jak się spodoba to zapłacę

Wyobraźmy sobie sytuację: klient przychodzi do restauracji, zamawia kilka wykwintnych dań, zjada je, po czym wychodzi nie płacąc rachunku. Łapie go kelner i zaczyna wypytywać:
– Zaraz zaraz! Ale trzeba za to zapłacić!
– Nie, ja nie zapłacę, nie smakowało mi.
– Ale przecież zjadł Pan wszystko!
– Ale było niedobre, więc nie zapłacę. Poza tym, ten wasz wystrój w środku był do kitu. I te sztućce takie jakieś brzydkie. No i ten zapach, odurzający.
– Ale musi Pan zapłacić! Przecież kucharz to wszystko przygotował, ja podałem! A dostawca żywności, a opłaty za lokal, media! Kto za to zapłaci?
– Ja nie zapłacę. Powinien być Pan wdzięczny, że w ogóle wybrałem Pana lokal. Będzie mógł się Pan pochwalić, że ja, Jan Kowalski, jadłem tutaj u Pana.
– No Pan chyba żartuje!
– Nie, nie żartuję, żegnam Pana.

Zabrzmi to nieco absurdalnie, ale graficy naprawdę mają takie sytuacje! Żadnej zapłaty za całą pracę oraz wielkie oburzenie w przypadku domagania się jakiejkolwiek kwoty. Nie do pomyślenia.

Rada: Zapłać za wykonaną pracę. Nawet jeśli nie wszystko się podoba. Grafik nie robot – musi mieć za co żyć. Poświęcił Ci czas i pracował nad projektem. Doceń to. Też byś był zdenerwowany, gdyby ktoś Ci nie zapłacił.

7. W sumie to sam nie wiem czego chcę

„A może jednak logo niech będzie na dole… Ten kolor mi nie pasuje… Wiem, że na początku chciałem, żeby było tak, ale teraz myślę, że lepiej by było to inaczej zrobić…”
Pytanie: Czy zmieniając wystrój swojego mieszkania przemalowywałbyś ściany 10 razy, przestawiał meble w każdy możliwy kąt, przewieszał obrazy i dekoracje między salonem a łazienką, czy zmieniał zasłonki i firany, aż uznałbyś, że jest ok? Odpowiedź jest prosta: Nie. Tak samo też grafik nie będzie zadowolony zmieniając w kółko elementy projektu. Oczywiście wygląd to rzecz gustu, jednak ciągłe zmiany doprowadzą w końcu grafika do szału. Jeśli raz uznasz, że coś wygląda dobrze, to to zostaw i pozwól grafikowi skończyć. Jeśli zadanie miało trwać tydzień, a ciągnie się już przez 3, to problem zarówno dla Ciebie (Twój termin) jak i grafika (terminy jego innych zleceń).

Rada: Zanim zlecisz grafikowi projekt, przemyśl go. To tak jak z założeniem firmy – bez dobrego biznesplanu ani rusz.

8. Zobaczę, co powie na to pani Jadzia!

Jeśli projekt podoba się Tobie, ale aby upewnić się, że jest ok, pytasz o opinię postronne osoby, tworzysz sobie oraz grafikowi dodatkowy kłopot. Jeśli opinia będzie negatywna, zaczniesz wątpić. Grafik natomiast otrzyma od Ciebie garść kolejnych poprawek i wkurzy się o to, dlaczego nie pojawiły się zanim stwierdziłeś, że już wszystko Ci pasuje. To naprawdę nieprzyjemne.

Rada: To Ty zlecasz projekt, więc to Ty decyduj! Ty wiesz czego chcesz, a grafik wie jak to wykonać. Małżonek, koleżanka czy pan ochroniarz Zdzisiek nie pomogą Ci w decyzji.

9. Projekt wszystko w jednym

W tym przypadku bardzo krótko przedstawię sytuację:
– Poproszę o wycenę projektu wizytówki.
– Ok, to będzie taka cena.
– To proszę zrobić do tego jakieś logo, żeby było profesjonalnie.
– Ale wtedy będzie inna cena.
– A to nie jest w cenie wizytówki? To dziękuję, do widzenia.

Rada: Prosząc o wycenę napisz dokładnie, co będzie musiał zrobić grafik. Tego typu niedomówienia to niestety przykry standard.

10. Sam zrobię lepiej!

ŁOMATKO! Nigdy nie mów takich rzeczy! Nie tylko w stosunku do grafików, do jakiegokolwiek profesjonalisty! Gwarantuje to natychmiastowy wkurw (mówiąc wulgarnie). Jeśli uważasz, że zrobisz coś lepiej, to po co w ogóle zgłaszasz się do grafika? Zrób po swojemu. Tylko nie żałuj, jeśli pojawią się potem jakieś problemy.

Rada: Jak uważasz, że zrobisz coś lepiej to to zrób. Nie zawracaj przy tym głowy grafikowi.

11. Czcionkę Comic Sans poproszę

Nie wiadomo co gorsze – użycie słowa „czcionka” czy „Comic Sans”. Oj, graficy mają na to uczulenie. Uczulenie na używanie fachowych słów w nieodpowiednim znaczeniu i uczulenie na Comic Sans.

Rada: Nie używaj słów, których nie rozumiesz. Nie musisz opisywać projektu fachowym słownictwem, żeby grafik zrozumiał o co Tobie chodzi. Wyraz „czcionka” zastąp wyrazem „font” lub „krój pisma”. Grafik od razu poczuje się lepiej!

Kolejna Rada: Comic Sans może pasuje do projektu baneru dla przedszkola, ale na pewno nie do sklepu sportowego dla profesjonalistów. Zaufaj grafikowi w doborze kroju pisma – on zna tego tyle, ile jest kanałów w najdroższym pakiecie telewizyjnym.

12. Proszę wkleić coś tam, gdzie to białe pole

Jeśli jest coś trudniejszego do wyjaśnienia klientowi niż udowodnienie, że ten skrawek wolnej przestrzeni jest potrzebny, to proszę dajcie mi znać. Zasada „upchaj jak najwięcej” ma się nijak do projektowania – no chyba, że chaos i niezliczona liczba elementów są założeniem zadania. Z reguły jednak takie „białe pole” to sposób na odpoczynek dla oczu i umieszczanie na siłę dodatkowych elementów w to miejsce może spowodować uczucie ścisku. Jest to nieco trudne do wyjaśnienia, dlatego spróbuję prostym przykładem: Wyobraźmy sobie książkę, w której tekst został wyrównany od brzegu do brzegu strony oraz pomniejszony tak, aby całość zajęła jak najmniej kartek. Efekt mamy taki: niski koszt wydruku (oszczędziliśmy!), ale nikt nie chce książki kupić, bo nie da rady jej czytać (czyli jednak jesteśmy do tyłu z kasą…).

Patrząc czasami na ulotki wciskane mi na ulicy dostaję oczopląsu. Jest tam tyle informacji, tekstów o różnych wielkościach, obrazków, kolorów itd., że w końcu nie widzę nic. Jestem pewna, że nie jestem w tym jedyna.

Rada: Co za dużo to niezdrowo!

13. Jednak wcześniejsza wersja była lepsza

Och nie, to ja przez 4 dni nanosiłam te wszystkie poprawki, a Pan mi teraz mówi, że wracamy do poprzedniej wersji? (w myślach: Hmm…. A ile dostaje się w Polsce za zabójstwo?) Że chciał Pan tylko zobaczyć jak to będzie wyglądało? Ale był Pan za poprzednią wersją? Pan wybaczy, ale muszę kończyć, idę do sklepu z bronią.

Rada: Nie każ grafikowi robić rzeczy „na próbę”. To tak jakbyś kazał majstrowi na próbę położyć nowe płytki w kuchni, po czym stwierdzić, że lepiej było bez. Wyobrażasz to sobie?

14. Drukarnia kazała mi się z tym zgłosić do grafika, bo nie mogą tego wydrukować

Poprawianie projektów po kimś. Coś strasznego. Koszmar każdego grafika. A już szczególnie jeśli ten ktoś nie był grafikiem. Projekt książki zrobiony w Wordzie? Plakat w Exelu? BANER REKLAMOWY W POWER POINT’CIE? Nie, to nie żart. Takie rzeczy się zdarzają. I przychodzi taki biedny klient z opuszczoną głową, a grafik z dobroci swojego serca mu pomaga. To nie lepiej było od razu się z tym zgłosić tutaj, zamiast zlecać projekt panu Zbysiowi, co jest dobrym sąsiadem i prowadzi plastykę w podstawówce? Wiem, trochę za bardzo to przerysowuję….

Rada: Nie szukaj oszczędności pieniężnych na siłę. Znajdź odpowiednią osobę do wykonania zadania i zaoszczędź lepiej sobie późniejszych nerwów i straconego czasu.

I na koniec uber-hit, czyli:

15. Grafik komputerowy

Jest to określenie tak powszechne i tak nagminnie stosowane, że absolutnie każdego ceniącego się grafika doprowadza do szewskiej pasji. Doszliśmy do momentu, w którym graficy w celu uniknięcia określenia słowem „komputerowi” zaczynają się przedstawiać „jestem projektantem/ilustratorem/plakacistą itd.”. Nieco szerzej na ten temat pisała też moja koleżanka Martyna na swoim blogu.

Dlaczego to tak bardzo wkurza? Z prostej przyczyny – grafika komputerowa to znajomość i obsługa programów graficznych, systemów kolorów itp., jednak w tym określeniu nie znajdzie się takiego słowa jak „projektowanie”. Projektowanie graficzne to umiejętność stworzenia czegoś naprawdę dobrego. Tego grafik uczy się latami. To – bycie twórczym – wyróżnia osobę potrafiącą obsłużyć komputer od tej, która z jego pomocą zrobi coś wspaniałego. Komputer to tylko narzędzie do pracy – tak samo jak łopata jest narzędziem pracy ogrodnika.

No i nie zapominajmy że jest jeszcze jeden rodzaj grafików – graficy warsztatowi. To ci, którzy zajmują się tradycyjnymi metodami druku tworząc grafikę artystyczną. Linoryty, akwaforty czy litografie – to tylko niektóre z cudownych rzeczy, które powstają dzięki tym utalentowanym ludziom. Sama też zajmuję się wklęsłodrukiem. I nie zdziwię się jeśli nigdy o czymś takim nie słyszałeś – takich rzeczy nie uczy się w szkołach. A to dziwne, bo historia grafiki sięga bardzo, bardzo daleko.

Rada: Grafik komputerowy to jak ogrodnik łopatowy – prawda, że brzmi bez sensu?

Meta

  • Płacić za usługę? Niegodziwość! 😀

    • No prawda! Ty jako branża muzyczna to też sporo na ten temat wiesz 🙂

    • niegodziwość… okrutna! ;)))

  • Anonimowy

    10-go? Dziesięćgo? Weź to popraw bo boli.

  • Jest takie mądre powiedzenie:
    "Klient nie wie czego chce….wie natomiast ,że nie chce tego co mu właśnie pokazałeś" 🙂

    • Dobre powiedzenie 🙂 Tylko jak trafić w końcu w to, co chce?

  • Tworzę strony internetowe i wiele problemów tutaj podanych pasują idealnie do mojego fachu, w zasadzie projekt strony to w ogromnej mierze także projekt graficzny. Dlatego warto podpisywać umowy a i wszystko dogadywać zanim się cokolwiek zacznie robić 😉

    • Dokładnie, umowa to podstawa!

    • Xonare

      W dużej ilości wypadków jak zaczynasz mówić o umowie to ludziom ciężko przełknąć jakoś 🙂

  • Anonimowy

    Ten podpunkt z "fachowym słownictwem" możecie sobie darować, bo jest pretensjonalny. Nikt nie musi się znać na fachowym słownictwie, to Ty masz wiedzieć o co chodzi. Ja przykładowo jestem architektem, gdybym się miała obrażać, za każdym razem, jak usłyszę "żelbeton", to bym w ogóle nie pracowała. Także poluźnij poślady, fachowy język to Twoja działka, a nie klienta.

    • Widziałam, że ten punkt wywoła najwięcej kontrowersji 🙂 Być może za mało tam napisałam wyjaśnienia. Często zdarza się po prostu taki klient, który próbuje się "wymądrzać" i używa fachowych określeń w złym znaczeniu, bo po prostu się na tym nie zna. "Laster" zamiast "raster" czy "interlinia" użyta jako określenie podkreślenia tekstu – takie rzeczy mi się zdarzały i na pewno każdemu w naszym zawodzie zdarzały się podobne. Nie obrażam się na klientów za to. Kiedy nie mam pewności o co prosi, po prostu się dopytuję. Pośladki mam luźne 🙂

    • Pośladki trzeba mieć jędrne i wystarczy! 😉
      Odnośnie nieznajomości słów branżowych… Oj, spotykam się z tym nagminnie, zarówno w działce proj.arch jak i graficznej. I nic w tym złego, gdyby nie fakt, że tacy klienci z reguły próbują udowodnić wykonawcy, że mają rację i wiedzą lepiej… nie wiedząc kompletnie nic. A kiedy realizujemy projekt wg. ich wytycznych, niejako naginając własne zasady dobrego smaku (wiem, wiem gusta to rzecz dyskusyjna..), albo ogólne zasady estetyki, najczęściej wracają do koncepcji proponowanej na starcie. Co więcej, próba udowodnienia, że jednak projektant zna się na rzeczy, najczęściej jest stratą czasu… gdyż często i gęsto klienci tacy nie uznają i nie chcą uwzględnić tego czasu w rozliczeniu. Zdarza się również, że dobrze wykonana praca, zlecona "na wczoraj", także przyprawia klienta o palpitację… Gdyż nie może pojąc, że za taki express należy się odp. stawka, bo to przecież zajęło komuś "chwilę". Jakby nie patrzeć projektant, uczy się latami, żeby móc swój warsztat pracy (wy)cenić.
      Przy okazji, w celu odstresowania się podczas pracy, polecam facebook'ową humoreskę – https://www.facebook.com/DylematyGrafika

    • Anonimowy

      GUST, GUSTY, nie gusta. Polska trudna jezyk ;P

  • Jest jedna sprawa na którą możecie mieć jako graficy bardzo konkretny wpływ. Spisujcie umowy. Nie chodzi już nawet o ciąganie się po sądach ale po to żeby obie strony usiadły i spisały jak to widzą. To pozwala uporządkować wzajemnie swoje oczekiwania i wyklucza nieporozumienia w stylu "czy muszę płacić za koncepcję".

    Notka pikna! Udostępniłam na swoim funpage 🙂
    Pozdrawiam

    • Dziękuję serdecznie!
      A co do umów, to zgadzam się, trzeba spisywać, nawet jeśli ma się ogromne zaufanie do osoby, z którą zaczyna się współpracę. "W życiu nigdy nic nie wiadomo", dlatego przed różnymi sytuacjami warto się zabezpieczyć 🙂

    • Anonimowy

      FANpage, nie FUNpage pani Agnieszko!

    • Anonimowy

      Chciałbym tylko wtrącić, że nie istnieje coś takiego jak fUnpage.
      Pozdrawiam

  • fajnie napisane, ze mnie żaden grafik tylko bardziej osoba umiejąca korzystać z programów do obróbki graficznej, a i tak z większością opisanych przypadków się spotkałem;)

    • Chętnie dowiedziałabym się jakie jeszcze miałeś przygody 🙂

  • Anonimowy

    punkt trzeci do gruuubej poprawki – zdecydowana większość stockowych licencji nie pozwala na zakup przez klienta i przekazanie podwykonawcy – licencją musi dysponować wykonawca projektu. Czyli potępiając kradzież promujesz takową

    • Może nie do końca jasno się tam wyraziłam. Pisałam, że można poprosić grafika o wykupienie zdjęć. W przypadku kiedy klient dostarcza mi gotowe materiały, nie pytam się zwykle skąd je ma. Jeśli się pojawia zdjęcie ze stocka ze znakiem wodnym – wiadomo, pytam się o co chodzi 🙂 Staram się wszystko robić legalnie 🙂

  • Fajne, kiedyś napisałam coś podobnego: http://www.firmy.net/blog/9-sposobow-aby-wkurzyc-grafika.html

    Obecnie, po paru latach doświadczenia, trochę inaczej podchodzę już do niektórych spraw. I klienci do mnie też. Może wynika to trochę z tego, że zbudowałam markę mojej firmy. Bardzo rzadko zdarza się klient, który nie chce zapłacić zaliczki. A jeśli naprawdę się taki zdarzy, to znaczy, że nie jest poważny i już, trzeba go sobie odpuścić.

    Klienci nieświadomi – czyli tacy, którym wydaje się, że wszystko wiedzą lepiej – zdarzają się, ale to kwestia edukacji takiego klienta. A jak się nie da, to go zwolnić 🙂

    Umowę trzeba sobie też odpowiednio przygotować, żeby uniknąć potem milionowych poprawek itp. A wcześniej spisać coś takiego jak brief, który zawiera wszystkie wymagania klienta i propozycję kierunku grafika. Im bardziej dokładny ten brief, tym mniej poprawek potem.

    W każdym razie fajnie, że takie teksty się pojawiają, może dzięki temu kiedyś klienci zrozumieją, że pewne rzeczy nie są takimi, jak im się wydaje 🙂

    • Fantastyczny ten Twój tekst! Widać, że wiele sytuacji się pokrywa 🙂

      Jeśli chodzi o zaliczki – tutaj chciałabym Ci pogratulować takiego stanu rzeczy, oby tak dalej!

      Uświadamianie klientów w Polsce to proces bardzo długi, jak widać – Twój tekst powstał 3 lata temu, a wciąż jest aktualny. Oby się kiedyś udało nam ten stan rzeczy zmienić i tego typu historie znikną (Och, marzenia…) 🙂

  • Anonimowy

    Nie doczytałem do końca, bo to jest jak marudzenie grafików, że klient wymyśla, że nie przyjmuje wszystkiego, co mu dadzą. Ludzie. Przypomina mi to denerwowanie się naszych handlarzy, że klient głupi, bo nie wierzy, że auto bezwypadkowe, skoro tak w ogłoszeniu napisałem, tylko sprawdza i marudzi. A porównanie do restauracji beznadziejne, klient jak nie zapłaci to nie może używać twojej pracy, ten w restauracji zjadł.

    • Marudzenie marudzeniem, ale jak widzisz, coś w tym jest skoro każdy grafik potwierdza, że miał podobne sytuacje.

      Co do porównania z restauracją: Zlecając grafikowi dane zadanie, tak na prawdę płaci się nie tylko za sam gotowy projekt (w porównaniu z restauracją: gotowe potrawy), ale również za usługę wykonania tegoż projektu (w restauracji: przygotowanie potrzebnych składników, gotowanie, podanie do stołu). Oczywiście w restauracji raczej rzadko kiedy zdarza się klient, który zamówi pół menu a następnie wyjdzie nie próbując niczego (nawet Gesslerowa każdego po trochu dziubie). W naszym zawodzie takie sytuacje są jednak częste – i owszem, że niewykorzystanie projektu się nie płaci, ale za jego zrobienie powinno się należeć wynagrodzenie.

  • Anonimowy

    Jako, że zajmuję się głównie animacją i spotami reklamowymi, zamieszczam coś co jest nadal aktualne, chociaż ma już pewnie przeszło 20 latek 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=7Zkskqjqeds

    Oczywiście z tekstem się zgadzam, aczkolwiek polecam popracować trochę nad warsztatem i nie bać się używać dosadniejszych słów, każdy z branży wie jak jest z klientami w tym kraju i każdy chyba nieraz wypowiedział siarczyste "a sp**** pan" po rozłączeniu się z takiego typu klientem 🙂

    pozdrawiam i życzę powodzenia

    • Materna i Mann to klasyk 🙂 dziękuję i też pozdrawiam!

  • Anonimowy

    W szkoleniach jest podobnie…

  • Anonimowy

    Świetny tekst 🙂

  • Anonimowy

    padło magiczne słowo "zaliczka" 🙂 taaa znam to znam

    • Miło jest wiedzieć, że nie jest się jedyną osobą z takimi problemami 🙂

  • "Myślisz, że drogo kosztuje zatrudnienie profesjonalisty? Poczekaj, aż zatrudnisz amatora".

  • "Pytanie: Czy zmieniając wystrój swojego mieszkania przemalowywałbyś ściany 10 razy, przestawiał meble w każdy możliwy kąt, przewieszał obrazy i dekoracje między salonem a łazienką, czy zmieniał zasłonki i firany, aż uznałbyś, że jest ok?"

    Tak, właśnie tak robię – albo wcześniej robię sobie wizualizację. Poprzestawanie na pierwszej czy drugiej wersji, która mi nie leży, tylko dlatego, że jestem leniwa jest bez sensu.

    • Nie wiem jak odpowiedzieć na ten komentarz. Rozumiem, że praca nad wystrojem wnętrza to coś innego niż np. praca nad projektem katalogu.

      Widzisz, chciałam zwrócić uwagę na to, jak bardzo często zdarza się, że klient jest niezdecydowany i sam nie wie czego tak na prawdę oczekuje. Biznes to biznes – grafik każdą zmianę wprowadzi. Nie chodzi też tutaj o lenistwo. Jednak kiedy coś już trwa zdecydowanie za długo, pojawia się zdenerwowanie.

    • Jest subtelna różnica między powiedzeniem "pomaluj mi ten fragment na taki kolor a ten na taki, to porównamy i zobaczymy który wygląda lepiej" a powiedzeniem "pan mi walnie kibel na suficie bo będzie lepiej i japa bo pan się nie zna" 😀

  • Anonimowy

    Bardzo proszę o nie wypowiadanie się na temat "czcionki" Comic Sans w momencie gdy cały blog zbudowany jest na równie paskudnym foncie. Dziękuję. Pozdrawiam.

    • Bo to nie jest font "Comic Sans" tylko "Patric Hand"
      zobacz sobie w dwóch różnych oknach:
      "Comic Sans" http://andjuniorshakers.com/wp-content/uploads/2011/04/ComicSans.gif
      "Patrick Hand" http://www.google.com/webfonts/specimen/Patrick+Hand

      Font zastosowany na stronie zdecydowanie lepiej wygląda niż wyglądałby "Comic Sans". A dodatkowo podkreśla np. zawód autora tekstu 🙂 Bravo. Piękny tekst 😀

    • Dziękuję za uratowanie mnie z odpowiedzi na ten komentarz, Panie Wariacie 🙂

    • Proszę bardzo 🙂

      Bardzo dobrze napisany artykuł i bardzo, że tak powiem, ponadczasowy 🙂

      P.S nie zauważyłem konta google xD

    • Blogspot z google jest zintegrowany, można pisać i komentować do woli 🙂
      A co do "ponadczasowości", ktoś wcześniej podał mi linka do innego artykułu o tym co wkurza grafików, który powstał 3 lata temu. Pisząc swój tekst trafiłam we wszystkie punkty tam wymienione, chociaż tego nie znałam 🙂 Szkoda, że przez 3 lata nic się nie zmieniło.

  • Ali

    Piękne, piękne! Zapisuję linka i będę wysyłał moim nowym klientom 🙂
    Ale uważam, że niepotrzebnie się czepiasz "czcionki". Być może wiesz, jaka jest różnica między fontem, a czcionką, być może nawet i ja to wiem. Ale nie wymagaj tego od klientów. Wszyscy mówią "czcionka". Bardzo często ja również.
    To mniej więcej tak jakbyś powiedziała, że nieźle cię to zioło potrzepało, a ja bym ci odpowiedział, że nie zioło tylko tetrahydrokannabinol. Bo oprócz tego, że jestem grafikiem, to jestem również chemikiem. I miło by mi było jakbyś nie myliła pojęć 🙂

    • a dlaczego "cywile" mówią czcionki? błąd w tłumaczeniu w Windowsie i jego edytorze tekstu 🙂

    • Właśnie! Cała geneza tego problemu pojawiła się w momencie tłumaczenia systemów operacyjnych i programów na język polski.

  • Grafik komputerowy to grafik zmian w zakładzie pracy przygotowany na komputerze. Mój dentysta ma na przykład grafik kalendarzowy i czasami upycha mnie kiedy ten grafik nie jest zbyt napięty.

    Also – znam wydawnictwo pewnej naukowej instytucji która składa publikacje we wordzie. I sie dziwą że jak robię to samo w indesignie to poswiecam na robote godzine a nie trzy dni.

    • Faktycznie! Grafik komputerowy to grafik przygotowany w komputerze. Że też sama na to wcześniej nie wpadłam 🙂

  • jako osoba po drugiej stronie biurka: ze wszystkim się zgadzam prócz jednego… co Wy, szanowni graficy, macie z tą czcionką? że co jest nie tak z tym słowem, którego znaczenie w potocznym języku rozumie i stosuje niemal każdy? dla mnie to trochę przerost formy nad treścią po prostu, bo o ile zgadzam się z tym, że np. za zlecenie trzeba zapłacić (i to nie tyle "co inny mi zrobi" tylko tyle ile się należy), że strojenie fochów nad szczegółami (albo, co gorsze, niezdecydowanie) lub wycofywanie się gdy wszystko już jest ustalone – to po prostu brak profesjonalizmu i zwykłej kultury to… użycie słowa "czcionka" naprawdę nie jest grzechem 🙂

    • Grzechem nie jest, ale boli nas to, bo znamy znaczenie tego słowa. Zwykły błąd przy tłumaczeniu pierwszych systemów operacyjnych na język polski, którego nie poprawiono w każdej kolejnej wersji… i się niestety tak przyjęło. Przykra sprawa po prostu.

  • a, i jeszcze mały p.s. 🙂
    ja osobiście bardzo lubię czcionkę Comic Sans i mało mnie obchodzi czy to pretensjonalne czy nie 😉

    • Comic Sans sam w sobie nie jest zły. Można sobie sporo poczytać o genezie tego fontu.

      Generalnie był to krój używany do "dymków" pojawiających się w różnych asystentach systemowych (np. później w słynnym panu Spinaczu). Najważniejsza była czytelność – przy niskich rozdzielczościach, nawet gdy wysokość znaków wynosiła 5px, tekst napisany Comic Sansem był o wiele czytelniejszy niż tekst z użyciem różnego typu fontów szeryfowych, a jednocześnie nie był tak sztywny jak z użyciem zwyczajnych bezszeryfowych.

      Comic Sans zaczął drażnić, kiedy zaczęto stosować go w druku, bo każdy, kto znał się nieco na typografi, zauważał różnego typu mankamenty, których nie było widać, kiedy ów krój pisma był stosowany zgodnie z jego założeniami projektowymi.

      Chyba za bardzo się rozpisałam 🙂 Pozdrawiam!

  • Napisałam jako odpowiedź, do czyjegoś komentarza, ale się powtórzę. Określenie czcionka w środowisku komputerowym jest niepoprawne, a powszechne dlatego, że zostało tak x lat temu przetłumaczone w najczęściej używanym Windowsowym edytorze tekstu. Nas to boli z racji posiadanej wiedzy czym na prawde jest czcionka. i tyle.

  • ja tam mówię "czcionki" [w liczbie mnogiej] dla odróżnienia od "czcionka". ale mam świadomość, że to się raczej nie przyjmie. 😉

    • przyjemne określenie, mniej błędne niż sama "czcionka" 🙂

  • Anonimowy

    Powiem szczerze nie jestem grafikiem ale czytając ten "blog" odniosłem wrażenie że wszyscy powinniśmy kłaniać się w pół, niestety nie te czasy proszę państwa, doceniać należy i tego klienta za 50 zł bo jestem pewny że stanowi dużą część waszego portfela.
    Sądzę że idąc do prawnika nie używasz zwrotów typowo prawniczych, a jeżeli używasz to pewnie ich nie rozumiesz, ale to nie powód aby ktoś się z Ciebie śmiał, ale to zaleta bo prawnik wie po co się uczył.
    Także wasze FONTy są dla mnie śmieszne. Prowadzę swój interes od kilku lat i współpracowałem z wieloma grafikami, praktycznie żaden nie był dobry