Gdańska wojna o logo PG

Zajmuję się grafiką. Mieszkam w Gdańsku. Zdecydowałam się więc skomentować trwającą od kilku dni wojnę o nowe logo Politechniki Gdańskiej (bo to co się dzieje to jest jakaś paranoja…).

O co tyle rabanu?

Cała historia rozpoczyna się kilka dni temu, kiedy to Politechnika Gdańska pokazuje światu swoje nowe logo stworzone przez Mamastudio z Warszawy. Proste, czytelne, chociaż najwyraźniej wymagało wielu kompromisów od strony projektantów, aby móc dogodzić wymaganiom zleceniodawcy. Nie jest złe. A już na pewno jest lepsze niż poprzedni znak reprezentujący ww. uczelnię, głównie ze względów praktycznych. Proste, czytelne, łatwe do stosowania na różnych nośnikach, czyli takie jakie powinno być każde logo. Co do tego czy się podoba czy nie – to rzecz gustu. Mi się podoba. Doceniam też całą pracę. Wiem ile czasu się takie rzeczy robi, i mogę was zapewnić, że nie jest to 5 minut w Paint’cie.

Tutaj można zobaczyć stare logo, a tutaj nowe.

Artykuł i komentarze

Na portalu trojmiasto.pl pojawił się artykuł o nowym logo – a w nim krótki opis co i jak, czego się trzymano, kilka wypowiedzi. Pod artykułem za to mnóstwo opinii i komentarzy użytkowników, w większości negatywnych. Piękny bunt, tylko nie tam gdzie trzeba (marzy mi się sytuacja, w której ludzie będą tak krytykować naprawdę złe logo!).

„Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.”

~ cytat z filmu „Rejs”

Nie chcę tutaj wypowiadać się na temat treści tych komentarzy. Czasami się śmiałam, a czasami załamywałam ręce. Boję się, że nastąpi taka sytuacja jak ze słynnym (bardziej kontrowersyjnym) rebrandingiem University of California, gdzie po zbyt wielu krytycznych komentarzach powrócono do poprzedniego znaku. A szkoda, bo zapowiadało się pięknie (dziękuję Wojtku za tego linka – wszystkim polecam pooglądać).

To chyba jakaś nasza narodowa wada, że lubimy wypowiadać się na tematy, na których zupełnie się nie znamy. Nie ważne na jaki temat ktoś pisze – każdy komentujący jest ekspertem. I nie ważne czy jest to nowe logo jakiejś instytucji czy rządowe teorie spiskowe. Wiemy wszystko!

A ja za to po tylu latach jako grafik, przeczytaniu tylu książek i artykułów, obejrzeniu tylu niesamowitych projektów, długich godzinach spędzonych przy programach i na rozmowach ze znajomymi grafikami-projektantami itd. itd. mogę z całą pewnością stwierdzić, że tak naprawdę nic nie wiem. Cały czas czuję, że jest to za mało. Napędzam się i próbuję gonić za innymi, ale jest to gonitwa bez końca. Wiedzy jest jeszcze tyle, że prawdopodobnie nigdy nie uda mi się dowiedzieć wszystkiego. Nie jestem ekspertem. Nie jestem też znanym, cenionym grafikiem. Jestem tego świadoma.

Panie i Panowie! Trochę pokory! Zamiast krytykować, trzeba najpierw trochę pomyśleć. To nie boli. Przynajmniej nie tak jak napisane, czy wypowiedziane w czyjąś stronę słowa. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego ile talentów (nie tylko graficznych) marnuje się przez nadmierną krytykę.

A wracając do naszego nieszczęsnego logo PG, przyzwyczaimy się i będzie się podobać. I z kolejnym rebrandingiem będziemy bronić tego znaku, gwarantuję.

Meta

  • Podpisuję się rękami i nogami, może oprócz tej wzmianki o University of California. Wg mnie nie dość, że tradycyjne, to jeszcze (przede wszystkim) wciąż bardzo czytelne 🙂

    • Dziękuję 🙂
      A co do University of California, stary znak nie był zły, ale gdyby ten nowy nie został odwołany to byłaby to spora rewolucja w logosach uczelni wyższych.