Czego nie nauczysz się na studiach, część 2

W poprzedniej części pisałam o tym co oznacza (a właściwie to co nie oznacza) koniec studiów. Dziś piszę o tym, z jakimi problemami będzie trzeba sobie poradzić, kiedy minie już czas radości i pijaństwa po obronie. Pierwszy problem pojawia się, gdy wytrzeźwiejesz, usiądziesz przy komputerku i zdasz sobie sprawę z tego, że:

1. Oszfak. Jestem MAGISTREM. Co teraz?

Ojtam ojtam. Wielkie mi halo. Zasiliłeś grono grafików z dyplomem. Wskoczyłeś na wyższy level, tak jak wielu innych zrobiło to przed Tobą i zrobi to po Tobie.

Nie wiesz od czego zacząć? Już pomagam, oto krótka lista na sam początek:
uaktualnij swoje portfolio w internecie (lub jeśli nie masz, zrób je natychmiast);
zbierz całą dokumentację ze swojej obrony i wyeksponuj to wszystko jak najlepiej umiesz w swoim updatowanym portfolio;
zaktualizuj swoje profile na stronach branżowych;
przygotuj także portfolio w wersji drukowanej.

Kiedy już to wszystko zrobisz, będzie trzeba się zmierzyć z kolejnym problemem, czyli:

2. Gdzie i jak właściwie chcę pracować?*

*zakładam, że na bank w swoim zawodzie, nie?

To akurat ciężki temat. Opcji jest sporo: freelance, praca w jakiejś firmie jako nadworny grafik, praca w agencji, własne studio… Wszystko ma swoje plusy i minusy. Usiądź więc wygodnie i zastanów się, co będzie najlepsze na Twój nowy początek.

Niezależnie jaką opcję wybierzesz, dbaj o swoje portfolio. To Twoja wizytówka, pokaz Twoich umiejętności – cała Twoja osoba.

Kilka dobrych rad: Czasami warto schować swoją dumę na rzecz stabilizacji finansowej. Jeśli pracując jako freelancer ledwo wiążesz koniec z końcem i myślisz, że założenie własnej firmy sprawi, że magicznie pojawi się więcej zleceń – bardziej w błędzie nie możesz być. Najpierw zadbaj o trochę kasy na start, tak żeby dofinansowanie z urzędu czy z unii było dodatkową pomocą, a nie wymogiem. Jeśli szukasz pracy na stałe – też nie wybrzydzaj. Prawda jest taka, że po roku pracy gdziekolwiek dopiszesz do swojego CV magiczne „doświadczenie w pracy na wymaganym stanowisku” i szukanie lepszej posadki będzie szło łatwiej.

3. Dwa kilo cierpliwości poproszę.

Kontrolowanie swoich nerwów, przedzieranie się przez tony stresów… Przy tym wszystkim, co Cię teraz czeka, utrzymanie pogody ducha i spokoju powinno być Twoim podstawowym życiowym motto. Hakuna Matata! Don’t worry, be happy! A przede wszystkim, nigdy nie trać nadziei!

Niezależnie od tego jaką drogę wybierzesz, każda będzie ciężka i będzie wymagała całej góry poświęcenia. Nieważne ile maili i cefałek trzeba będzie wysłać, do ilu drzwi zapukać, ile rozmów przeprowadzić, musisz do tego podejść ze spokojem. Pisałam o tym już wcześniej, ale przypomnę raz jeszcze – z górki nie będzie. W chwilach zwątpienia weź głęboki oddech i z uporem działaj dalej. W końcu się uda.

Meta